wtorek, 4 grudnia 2012

Czy spisywać umowę na piśmie, czy wystarczy umówić się ustnie?

Dzisiejszy temat jest dość prosty i odpowiedź, chyba dla wszytkich, oczywista. Oczywiście na piśmie.
Może zacznę od drugiej strony, czyli od tego, jakie korzyści daje nam umowa ustna (bo też oczywiście daje).
Warto wiedzieć, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, że w świetle prawa, umowy ustne mają taką samą moc wiążącą strony, jak umowy spisane. Z tym, że w przypadku rozbieżności zdań lub sytuacjach konfliktowych, niezmiernie trudno wykazać, jakie były rzeczywiście ustalenia.
Pierwszą zaletą umowy ustnej jest jej brak na piśmie. Na pewno takie umowy (co wiem z czasów, kiedy sam mieszkałem w wynajmowanych mieszkaniach) ułatwiają unikania opodatkowania, ale z drugiej strony nakładają na nas obowiązek comiesięcznego spotykania się z najemcami w celu odbioru pieniędzy.
Drugą zaletą jest możliwość interpretowania na swoją korzyść sytuacji wyjątkowych (co oczywiście też może zrobić najemca, ale przeważnie jest mniej doświadczony, więc nie wie co i jak).
Kolejną zaletą jest brak opodatkowania. Wspomniałem o tym wyżej, ale to jest na tyle istotne, że musi znaleźć się jako osobny punkt. Biorąc pod uwagę, że ocenia się, że nawet 80-90% rynku, to wynajem bez umowy, jest to dla wielu osób argument podstawowy.
Powyższe zalety stają się często wadami. Przykład z mojego wynajmowania. Zwolnił się pokój w mieszkaniu i najemcy zaproponowali, że znają dziewczynę z Hiszpanii, która akurat szuka pokoju. Dogadaliśmy się na jakąś tam kwotę, pobrałem kaucję w wysokości tej kwoty i bez spisywania umowy dziewczyna się wprowadziła. Wszystko fajnie, dopóki nie stwierdziła, że wraca do słonecznejj Hiszpanii i powiedziała bodajże 20 dnia miesiąca, że się wyprowadza za 10 dni. Mówię jej ok, ale zgodnie z ustaleniami, przepada jej kaucja, bo obowiązuje miesięczny okres wypowiedzenia o czym wspominałem przy wynajmowaniu. Ale pownieważ nie mieliśmy tego na piśmie i być może w Hiszpanii takich zwyczajów nie ma, bardzo się zbuntowała i chciała zwrot całej kwoty. Nie wiedziałem co robić, bo już sam nie byłem pewny, czy faktycznie jej wytłumaczyłem co i jak. W końcu zgodziliśmy się na rozliczenie połowy kwoty - czyli oddałem jej połowę kaucji, ale realnie rzecz biorąc byłem po prostu do tyłu, bo w Polsce każdy wie (a szczególnie dobrze wiem, jeśli ma to napisane w umowie), że obowiązuje miesięczny okres wypowiedzenia (dodatkowo skutkujący na koniec następnego miesiąca po miesiącu w którym nastąpiło wypowiedzenie).
To był pierwszy i ostatni raz, kiedy wynająłem bez umowy.
Oprócz umowy, niezmiernie ważną sprawą (co znowu doświadczyłem na sobie) jest spisanie protokołu zdawczo-odbiorczego. Ale to nie koniec. Protokół powinien jasno określać za co odpowiada najemca, a za co wynajmujący. Ponadto, mimo, że jestem przeciwnikiem przepisywania ustaw i rozporządzeń do umów, warto przepisać wprost, za co kto odpowiada i na co może być potrącona kaucja.
Więc teraz mój przykład (który mnie znowu sporo kosztował). Studenci się wprowadzili. W jednym z pokoi jest deska barlinecka - czyli drewniana podłoga, która nie jest odporna na jeżdżenie po niej krzesłami obrotowymi na 5 kółkach. Panowie niestety jeździli i to dużo i po roku wyjeździli prawie dziurę w podłodze. Niestety tego dokładnie nie sprawdziłem jak się wyprowadzali, więc dziura została (na szczęście udało się tak przemeblować, że jest pod łóżkiem, więc sie nie pogłębia i nie szpeci, nawiasem mówiąc dość uroczego, pokoju. Powinienem ich oczywiście za to obciążyć. Dodam, że nie miałem w tej umowie protokołu.
To na dzisiaj tyle. Dziękuję za uwagę i zachęcam do komentowania.

ps. mam wrażenie, że nie rozwinąłem należycie tego tematu, więc będę wdzięczny za każdy komentarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz