poniedziałek, 19 listopada 2012

Krótka historia najmu - odcinek 1

W ramach urozmaicenia mojego bloga, postanowiłem publikować co jakiś czas historie, które przytrafiły się wynajmującym i najemcom.
Dziś pierwsza historia od Kasi - Kasiu dziękuję za przesłanie swojej opowieści.

--
On, pracownik branży budowlanej, ona księgowa, małżeństwo po 50-tce, szukali mieszkania dla siebie i swojej 12-letniej córki. Dorosły syn i córka nie mieszkali już z nimi. Nie wzbudzali moich podejrzeń,choć z dzisiejszej perspektywy widzę, że trochę naciskali na szybkie wynajęcie mieszkania. Dziwiło mnie też, że tłumaczyli mi się, dlaczego umowę podpisuję z żoną, a nie z mężem (mąż zgubił dokumenty). Przez rok płacili terminowo, a po roku zaczęły się kłopoty. Wrześniowy czynsz zapłacili w październiku, październik i listopad w grudniu, ale nie całkowicie. On często dzwonił, tłumaczył się przejściowymi kłopotami, zmianą pracy, potem chorobą żony i jej przejściem na rentę. Zawsze byli spóźnieni... Często przekładał terminy zapłaty, podając nowe terminy. Wysyłałam ponaglenia, raz nawet wysłałam wypowiedzenie mieszkania. Wtedy zapłacił mi 2/3długu, prosząc o odwołanie decyzji. Niestety, poszłam na to, co było największym błędem. Zrobił się czerwiec, umowę mieli do końca września. W rozmowie telefonicznej zażądałam, by wpłacił mi 2 tys. zł do końca czerwca (częściowa spłata długu), on solennie obiecywał, że tego dokona. Jednak w przedostatni dzień czerwca okazało się, ze nie dotrzyma obietnicy, twierdząc, że zrobi to na samym początku lipca. Ponieważ była to kolejna deklaracja, przestałam wierzyć.Kazałam im się wyprowadzać, ale on nie chciał. Ja byłam w przeddzień wyjazdu wakacyjnego. Za namową rodziców odcięłam prąd w mieszkaniu, jednak jak się okazało po paru dniach załatwili sobie licznik przedpłatowy – normalnie taka procedura trwa 2 tygodnie i energetyka niechętnie zakłada takie liczniki, bo są one dosyć drogie (pech chciał, że prad był zapisany wówczas na mojego ojca, mimo, że właścicielką mieszkania jestem ja). Od czasu odłączenia licznika zaczęło być bardzo nieprzyjemnie: ja już nie chciałam z nim rozmawiać, bo miałam dosyć jego pustych obietnic. Dostałam list, z którego wynikało, że ja jestem im winna 200zł, mimo, że oni wisieli mi ponad 5 tys. (do rozliczeń włączyli kaucję – wbrew zapisom w umowie; okazało się również, że w jednym potwierdzeniu wpłaty gotówki (dwa razy tak płacił) zrobiłam błąd w dacie – zamiast kwiecień wpisałam maj – oni posługując się moim pismem z wezwaniem do zapłaty z maja, twierdzili, że przecież wpłacili mi w maju). Wynajęłam windykatora, niestety, lokatorzy byli całkowicie nieskłonni do negocjacji, obiecywali, że wyprowadzą się w sierpniu, ostatecznie wyprowadzili się we wrześniu. Nie było sensu, bym w lipcu dawała im wypowiedzenie, bo wg prawa (wiem to z internetu i od prawnika) trzeba dać im 2 miesiące na wyprowadzkę...
Wyprowadzając się nie podali nowego adresu (mimo wcześniejszych obietnic), okazało się, że pralka ma oberwany bęben (ale ona była stara), okna nieumyte, pokrycia na łóżka niewyprane, żarówki przepalone. Nie chciał mi nic zapłacić, twierdząc, że nie jest mi nic winien (do swoich wydatków dopisał zapłatę za licznik przedpłatowy(oczywiście bez żadnego rachunku) – póżniej dowiedziałam się, że taki licznik i montaż są bezpłatne – więc chyba chciał bym oddała mu za łapówkę)...
Dziś sprawa jest w sądzie...Czekam. Wg windykatora moze być trudno odzyskać kasę, bo a) umowę mam z nią, a ona jest na rencie, zapewne niewielkiej b) swoich sprzętów mają mało, mają stary samochód c)pewnie mają rozdzielność majątkową d)dla komornika ich dług jest stosunkowo niewielki, więc pewnie zbyt gorliwy nie będzie...

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunięty na prośbę na prośbę osoby, która komentarz opublikowała.

      Usuń